piątek, 11 czerwca 2010

Z daleka od wolnego rynku, czyli o instytucjach państwowych i informatyce.

Na rynku komputerowych systemów operacyjnych jest kilkaset produktów. Prócz Windowsa i Mac'a wielu zwolenników ma m. in. Red Hat, Fedora, Ubuntu, OpenSUSE czy FreeBSD.

Oczywiście, nasza publiczna telewizja zamieszcza na swojej stronie nagrania dostępne tylko na Windowsa z Media Playerem (Microsoft).
http://www.tvp.pl/publicystyka/polityka/goracy-temat/wideo/janusz-korwinmikke-10062010/1831440

Ja rozumiem, że duża część ludzi ma pojęcie tylko o Windowsie, ale jest pewna mniejsza część, używająca systemów innych firm.
Zaznaczam, że nie oskarżam TVP o to, że nie stara się udostępniać materiałów na różne marki oprogramowania. Ona po prostu stara się blokować dostęp z oprogramowania innego niż Microsoftu. Np. Filmiki na YouTube można wyświetlać na każdym komputerze. To nic nadzwyczajnego, bo wystarczy by system spełniał podstawowe standardy w obsłudze internetu. Budując podobny portal, namęczyć się trzeba tylko wtedy, jeśli chce się, by dany film nie był wyświetlany przez określone systemy operacyjne. A może ten cyrk z internetowymi filmikami TVP to efekt zwykłej głupoty i fuszerki? Po prostu ktoś nie miał zielonego pojęcia na temat internetowych 'industry standards'.
Ta sytuacja przypomniała mi sprawę z programem „Płatnik”, służącym do rozliczania się firm z ZUSem. Ten śmieć też jest zrobiony tylko pod Windowsa, mimo że jest wiele firm używających innych systemów operacyjnych, ze względu na ich przystosowanie do poszczególnych zadań. Żeby było śmieszniej, to nie każda wersja Windowsa obsłuży Płatnika ze wszystkimi funkcjami. System musi być odpowiednio aktualny (jak masz za stary to musisz kupić nowy). Nasz urząd jest światowy – potrafi się dogadać nawet z międzynarodową korporacją :)

Na dowód polecam się zapoznać: http://www.platnik.info.pl/index6.htm

Na szczęście rozliczanie się ze Skarbowym przez internet zostało oparte na oprogramowaniu firmy Adobe, która w tym wypadku nie postarała się utrudnić mi życia. Zdziwił mnie ten manewr Fiskusa (aż za dobrze jak na państwowy urząd).

środa, 9 czerwca 2010

Ekologia, CO2, Al Gore itd.

Już sporo różni ludzie się nagadali i napisali na ten temat. Sam już trochę poczytałem/zobaczyłem i postanowiłem tu zamieścić to, co moim zdaniem kumuluje w sobie najważniejsze sprawy. Jest to wypowiedź Pana Roberta Gwiazdowskiego w programie Pana Bronisława Wildsteina:



http://www.youtube.com/watch?v=Ipjes8DCPB4

wtorek, 8 czerwca 2010

Rap o ekonomii

Czegoś takiego nigdy wcześniej nie widziałem:"Fear the Boom and Bust" czyli Hayek vs. Keyens. Edukacyjny rap o ekonomii.
Udostępniony z polskimi napisami dzięki Instytutowi Misesa.



http://www.youtube.com/watch?v=whGlF-hjCaI


------------------------------------------
Produkcja: http://www.econstories.tv

Zobacz także: http://www.youtube.com/user/EconStories

Tłumaczenie: Instytut Misesa (Witold Falkowski, Mateusz Machaj) http://www.mises.pl
Synchronizacja: Łukasz Buczek

TEKST: http://mises.pl/wp-content/uploads/2010/01/Fear-the-boom-and-bust-tekst-PL.pdf


------------------------------------------
Get the full lyrics, story and free download of the song in high quality MP3 and AAC files at:

http://www.econstories.tv

Plus, to see and hear more from the stars of Fear the Boom and Bust, Billy Scafuri and Adam Lustick, visit their site: http://www.billyandadam.com

Music was produced by Jack Bradley at Blackboard3 Music and Sound Design. It was composed and performed by Richard Royston Jacobs.
http://www.blackboard3.com

Detroit vs. lewicowy buldożer

Amerykańskie miasto Detroit kojarzyło mi się kiedyś z rozwiniętym przemysłem motoryzacyjnym: Chrysler, General Motors. Miasto to uchodziło za dumę amerykańskiej motoryzacji. Ale czasy się zmieniają, związki zawodowe działają, a lewica pcha się gdzie może.
Poniższy filmik to dobry przykład efektu poświęcania wolnego rynku dla decyzji instytucjonalnych, czyli zamiast prostych praw wolnego rynku, do gry wchodzą związki zawodowe ze swoją "opieką" i programy lewicowych polityków. Co może się stać na takim pobojowisku ich decyzji?



http://www.youtube.com/user/SuperFakty

poniedziałek, 7 czerwca 2010

W USA coraz gorzej. Gdzie po wolny rynek?

Heritage Foundation zajmuje się robieniem rankingów wolności ekonomicznej na świecie (wraz z Wall Street Journal). Sprawa szczególnie ciekawa dla tych, którzy cały czas sądzą, że na świecie nie wiele się zmienia, a czołówka to zawsze USA, Niemcy, Wielka Brytania itd. No może pod niektórymi względami są one w czołówce, ale pod niektórymi znaleźli się równi pochyłej. Jak można w rankingu zauważyć, ich obywatele tracą sukcesywnie wolność ekonomiczną, co na mój nos zazębia się do pewnego stopnia ze wszystkim innym, co przekłada się na jakość życia i zbliża do komunizmu.

Więcej na: http://heritage.org/index/, oraz w filmiku:



Podobny ranking robi Fraser Institute. Wygląda dla mnie nawet bardziej wiarygodnie niż poprzedni. Szczególnie dlatego, że pracuje nad nim sieć wielu niezależnych instytutów, w tym nasze Centrum im. Adama Smitha.
Szczególnie zaskoczyła mnie tu wysoka pozycja Chile (2009). Dodam, że Augusto Pinochet był zwolennikiem szkoły Miltona Friedman (polecam zobaczyć film "Free to Choose" na YouTube).

Więcej na www.freetheworld.com
Część raportu z rankingiem w PDF: http://www.freetheworld.com/2009/reports/world/EFW2009_ch1.pdf

Stała pensja od rządu albo wolny rynek

Jak pewnie większość zdążyła zauważyć, w Polsce panują pewne prawa pozornie działające na korzyść rynku. Na przykład, żeby produkować ser muszę mieć odpowiednie zezwolenia/zaświadczenia, że mam czysto w chałupie, muszę przyjmować różne wizyty kontrolne itp. Niby wszystko OK. Po prostu rząd dba o to, żebym nikogo nie otruł i nie oszukał. Ale...
Zakładając, że jestem uczciwym przedsiębiorcą, a klienci są zadowoleni z moich produktów, a ja cały czas dbam o te ważne papiery i kontrole, to zarazem jestem w stanie permanentnego udowadniania swojej niewinności na własny koszt. Jeśli nasz socjalistyczny rząd chce równości, to ja, jako producent sera chce stałą pensje za ponoszone koszty udowadniania niewinności jako niewinny. W innym wypadku powstaje sytuacja, gdzie:
a) jako serowy truciciel jestem sądzony i karany,
b) jako uczciwy wytwórca sera jestem karany kosztami za potencjalną nieuczciwość.

Jak podobna sprawa mogła wyglądać setki lat temu? Załóżmy podobne, dwie wersje:
a) jako serowy truciciel, truje jednego, góra kilku klientów i tracę szanse na następnych klientów, tracę dobrą reputację, oraz prawdopodobnie muszę przeprowadzić się w jakieś inne, odległe miejsce, mogę też dostać w dekiel.
b) jako uczciwy wytwórca sera zdobywam dzięki jednemu klientowi paru kolejnych, biznes się kręci w miarę jakości i ceny moich wyrobów, nie płacę nikomu za to, że mi dobrze idzie.

Sprawa sprzed kilkuset lat to wolny rynek, ewentualnie jakieś osiedle ludzkie gdzie ewentualna, socjalistyczna władza nie jest w stanie trzymać łapy na wymianie towarów.

Koniec.

piątek, 4 czerwca 2010

Krzywizna banana blues

Bluesman Jaromi o absurdach Unii Europejskiej.